Dziesiąta zagadka dla uczniów MOA

ogólne, zadania Komentarze (0) »

Tym razem będzie o ignorancji. Wielka szkoda, że każdy dureń mianujący się “dziennikarzem” może publikować bzdury na łamach poważnych zdawałoby się portali.  Nie dość, że taki jeden z drugim nie radzi sobie z tłumaczeniem z angielskiego, to jeszcze kompromituje się brakiem wiedzy na poziomie szkoły średniej.  Dla trójki uczniów, którzy do zajęć w najbliższy piątek wskażą największą liczbę błędów w cytowanym “artykule”, przeznaczam po tabliczce czekolady “Studencka”. Studenci wyjątkowo mają pełne prawa uczestnictwa, odpowiedzi oczekuję pod adresem gsek@moa.edu.pl.

Autor: argus

domowe eksperymenty? tak!

ogólne, prywatnie Komentarze (0) »

Jak doświadczalnie wyznaczyć prędkość światła? Przykładowo tak!

Pełen opis znajdziesz tutaj.

P.S nie odpowiadam za wysadzone mikrofalówki 😉

Autor: Mirek

Old Weather

ogólne Komentarze (0) »

W projekcie Zooniverse ruszył niedawno kolejny projekt. Tym razem nie ma on w pierwszej linii nic wspólnego z astronomią. Głównym celem jest zbadanie temperatury na Ziemii w XX wieku, a co za tym idzie porównanie do obecnych danych i stwierdzenie, czy na Ziemii jest globalne ocieplenie, czy też nie.

Old Weather polega na przepisywaniu danych pogodowych z dzienników pokładowych floty angielskiej z czasów I wojny światowej. Były one wtedy bardzo rzetelnie prowadzone. Jeśli ktoś jest tym zainteresowyny, piszcie, chętnie wprowadze Was w ten projekt, bo nie ma chyba sensu się tu rozpisywać.

Projekt jest o tyle fajny, że łączy w sobie wiele dziedzin. Zarówno historycy, geologowie, grafolodzy, pasjonaci języka angieslkiego, psycholodzy, a nawet politycy znajdą tu coś dla siebie. Wogóle fakt, że ma się jakąś więź z kapitanem statku, który kiedyś pływał po oceanach, czuł, podejmował decyzje, po prostu żył, jest dla mnie niesamowita. No i można od czasu do czasu trafić coś z naszej dziedziny. Raz spotkałam notatkę “Księżyc nad horyzontem”  – czuje, że nie zostało to umieszczone w dzinniku bez przyczyny. Wszak nawet podczas wojny, człowieka urzeka piękno nieba.

Polecam!

Autor: Marta

Z motyką na Słońce – w wielkoprzemysłowym entourage’u

ogólne Komentarze (0) »

Niniejszym ośmielam się przedstawić skromne efekty działalności statutowej. Ta słaba pionowa poświata nad i pod Księżycem to, jak mi się wydaje, słup świetlny. Tym samym byłby to pierwszy “księżycowy” w mej kolekcji.

 

 

 

 

 

 

 

A teraz dwa pytania: 1) który ze słupów na poniższym zdjęciu jest najwyższy?, 2) czy Mistrz dysponuje nadprogramową „studencką” dla ewentualnego pierwszego na mecie? (załączam uśmiech z kategorii nieśmiałych)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na koniec, tak dla ozdoby, wschód Słońca „szczelinowy” z maleńką perełką – też pewnie dla ozdoby.

Autor: e-dukatorka

Listy do M. – niedziela 21 listopada

wyprawy Komentarze (1) »

Postanowiliśmy dziś zmienić plażę – wybór padł na Puerto de la Cruz. To wielki kurort,w którym turyści o każdej zasobności kieszeni znajdą warunki do świetnego wypoczynku. Już z daleka widać było, że Atlantyk dziś się sroży okrutnie. Fala za falą biły o brzeg, a woda pieniła się z bezsilności. Na plaży, o dziwo, byliśmy sami, jeżeli nie liczyć samotnego surfera gadającego z falami. Jeszcze nie zapaliło się ostrzegawcze światełko, choć ślady przyboju widać było wysoko na kamieniach falochronu. Ułożyłem ubranie wysoko, na suchej części, przebrałem kąpielówki i dziarsko ruszyłem ku  wodzie. Pierwsza fala przewróciła mnie na wznak, wywołując sporo uciechy wśród turystów na nieodległej promenadzie. Druga, cofając się, usiłowała wciągnąć mnie w głąb zatoki. Piasek pod nogami uciekał wraz z falą, zatem sytuacja była niewesoła. Na szczęście rąbnąłem w coś twardego – był to spory głaz, którego się uchwyciłem jak brzytwy. Cóż, ten głaz także przesuwał się wraz z falą, więc pewnie Atlantyk sięgał po kolejną ofiarę. Na szczęście trzecia fala wypluła mnie daleko na brzeg, wprzódy sponiewierawszy na kilku kamieniach. Wtedy też spostrzegłem na maszcie czerwoną flagę, oznaczającą zakaz kąpieli. Zrozumiałem też, dlaczego licznie zgromadzeni widzowie tak ochoczo kibicowali mojej z góry przegranej walce z falami. Ponieważ nie dało się pływać, pospacerowaliśmy po wybrzeżu, zakupiliśmy suweniry i ruszyliśmy autostradą na zachód. Tym razem naszym celem było osiągnięcie Końca Świata – tam, na zachodnim krańcu Teneryfy, kończyła się droga, kończył się ląd, dalej tylko ocean iAmeryka za mgłą. Dotarliśmy tam przed zmierzchem, ale ku naszemu rozczarowaniu widok na zachodzące Słońce przesłaniała olbrzymia góra przypominająca los Gigantos. Krótka narada z użyciem mapy i w rezultacie szukamy wjazdu na drogę, która, ledwo widoczna, pnie się przyczepiona do skalnej ściany i tunelem przechodzi na drugą stronę wspomnianej góry. Już znaleźliśmy wjazd, już mozolnie zdobywamy wysokość, a tu wyrasta wielka tablica ostrzegawcza. Wynika z niej, że droga jest zamknięta z powodu kamieni spadających z pionowej, wielusetmetrowej skalnej ściany. Ponieważ jednak żaden z mijających nas kierowców tablicą się nie przejmował, my też naruszyliśmy ów zakaz. Całe szczęście, gdyż za krótkim tunelem czekała wspaniała nagroda – widok na klify lepszy niż ten w los Gigantos. Co prawda nie udało się uchwycić na “kliszy” zachodzącego Słońca – przeszkodziły w tym niskie chmury – ale wrażenia z pobytu w tym miejscu długo zostaną w pamięci. Po fakcie dowiaduję się, że to Park Krajobrazowy Teno – jeden z wielu na Teneryfie. W drodze powrotnej odwiedziliśmy Garachico – to cudowne miasteczko na cyplu, jakie kilka dni temu mogliśmy tylko obejrzeć z wysokiego brzegu. Po powrocie na kwaterę kolejnaniespodzianka – Księżyc ubrał się w lisią czapę, co u nas wróży zmianę pogody, niestety na gorsze. Pocieszamy się, że tutejsze obyczaje są inne, gdyż jutro wieczorem będzie ostatnia okazja do wykonania zaplanowanych obserwacji. W hiszpańskiej telewizji Jaś Fasola szarżuje w kolejnej roli,
ale oczy już się zamykają do snu.
Pozdrawiam Cię zatem z zamkniętymi oczami
Twój Grzegorz senny

Autor: argus

Listy do M. – sobota 20 listopada

wyprawy Komentarze (0) »

Droga M.
Sobota jak to sobota – plażowanie na zachodnim wybrzeżu wyspy. Najpierw obejrzeliśmy klify Los Gigantos – są rzeczywiście godne swojego miana, a następnie w miasteczku Playa de las Americas wypoczywaliśmy na piaszczystej plaży o tej samej nazwie. Słońce skryte za warstwą chmur i rozfalowany ocean – to były warunki pozwalające na wielogodzinny pobyt na otwartej przestrzeni bez obawy o poparzenie słoneczne. Samo miasteczko urocze, rozbudowane dla wygody turystów, oferujące kwatery i rozrywki dla każdej kieszeni. Orgia zieleni – powiedzieć że roślinność koegzystuje z architekturą to o wiele za mało. Tu architektura wyłania się z zieleni, wykorzystuje ją nie tylko do ozdoby ale i do funkcjonowania. Rozmaite gatunki palm, sukulenty, drzewa o nieznanych nam nazwach, wreszcie rośliny, których istnienia nigdy byśmy nie podejrzewali – zdobią i wręcz tworzą tę turystyczną miejscowość. A że sezon trwa tu okrągły rok, świadczy ruch i gwar na deptakach i tłumy w kawiarniach. Wieczorem polowalem z aparatem na zachód słońca nad oceanem, ale niestety zachmurzenie było zbyt duże, aby  udało się sfotografować cokolwiek  oprócz palm nad brzegiem. W drodze powrotnej zaskoczyło nas halo, zawinięte wokół tarczy Księżyca, który akurat znalazł się w pełni. Później widoczna była lisia czapa, oba zjawiska uwieczniliśmy na fotografiach. Na kolację D. przyrządził kalmary – w obstawie białego wina smakowały wybornie.
Pozdrawiam Cię bardzo gorąco
Twój Grzegorz nieco winny

Autor: argus

Listy do M. – piątek 19 listopada

wyprawy 2 komentarze »

Droga M.
Dziś ofiarowuję Ci Różę. Kwitnie ona od niepamiętnych czasów w miejscu, w
którym dziś rozciąga się Park Narodowy Teide – 1500 metrów nad poziomem morza. Róża utworzona jest ze skał wulkanicznych, którym woda i wiatr nadały ten fantazyjny kształt. Zanim jednak znaleźliśmy się w glębi wyspy, D. postanowił sprawdzić naszego Seata i pognaliśmy wąską drogą wprost pod naszą górę z nadzieją osiągnięcia jej wierzchołka. Kąt wznoszenia przekraczał w mojej ocenie 30 stopni i dlatego cel osiągnęliśmy dopiero w drugim podejściu. Dzielne autko miało za swoje. Pomyśleć że stali mieszkańcy tych okolic codziennie pokonują wzniesienia o takim nachyleniu, że nawet trudno tam stojąc utrzymać równowagę, a co dopiero jechać w górę czy też w dół. Po drodze wykonaliśmy mnóstwo zdjęć i nakręciliśmy filmik – jazda była bowiem godna uwiecznienia. Następny cel stanowiło Obserwatorium Teide, wbrew nazwie położone kilkanaście kilometrów od wierzchołka wulkanu. Sama droga obfitowała w zapierające dech widoki, co rusz strzelały migawki aparatów, a kiedy wreszcie ukazały sie białe budowle, których kształty bez wątpienia nawet laikowi kojarzą się z astronomią, ze zdumieniem przeczytaliśmy na tablicy nazwę obiektu – Observatorio Atmosferico. Tam własnie, w Teide, znajduje się OTA – Optical Telescope Array, znane nam z programu Slooh. W tych dwóch kopułach pracują dla nas teleskopy sterowane przez Internet. Wczoraj późną nocą wykonałem przy pomocy jednego z nich zdjęcie Księżyca zbliżającego się do pełni, a niewiele godzin później byłem tuż przy OTA. Kiedy już nasyciliśmy oczy widokiem wież zwieńczonych kopułami, pożegnaliśmy Obserwatorium Atmosferyczne i zastanawialiśmy się, dokąd teraz możemy się udać, bo Słońce stało jeszcze wysoko na niebie. Z pomocą przyszedł nam przypadek – na przydrożnej tablicy zobaczyliśmy opis niedużego wulkanu, do którego wiodła porządna szutrowa droga. Bez wahania wjechaliśmy na nią, by po chwili znaleźć się w księżycowym krajobrazie lawowiska, w niewielkim tylko stopniu pokrytego suchoroślami. Ogromne połacie czarnego gruntu były całkowicie jałowe, zapewne z powodu ogromnej zasadowości skał wulkanicznych. Jeżeli dodam, że za kilkanaście minut w nieco innym miejscu stąpaliśmy po gruncie o wyraźnie czerwonawym zabarwieniu, nie będzie przesadą stwierdzenie, że odwiedziliśmy dziś Ziemię, Księżyc i Marsa. Powrót wymagał przebicia się przez tysiącmetrowej grubości warstwę chmur, których górną połać widzieliśmy jako tzw. morze obłoków. Udało się nam dotrzeć cało do Icod de los Vinos, choć mój komfort nieco obniżała zamazana prawa część przedniej szyby – onegdaj ktoś ukradł prawą wycieraczkę z naszego Seata. I kto powiedział, że w tym mieście nie ma zlodziei? Wieczorem oddaliśmy hołd nazwie miasta, delektując się smakiem miejscowego wina deserowego. Chmury na razie uniemożliwiają obserwacje, ale czuwam nie tracąc nadziei na poprawę pogody.
Pozdrawiam Cię gorąco
Twój Grzegorz

Autor: argus

Listy do M. – czwartek 18 listopada

wyprawy Komentarze (0) »

Droga M.

Kolejny dzień na Teneryfie był poświęcony turystyce – po nocnych trudach należał się odpoczynek. Rankiem opuściliśmy naszą ukwieconą kwaterę, by po dwóch godzinach jazdy znaleźć się na plaży Las Teresitas, położonej w pobliżu stolicy wyspy – Santa Cruz de Tenerife. Już sama ta nazwa dobrze się kojarzy, a kiedy dodamy do tego olśniewająco piękną architekturę, cudowną przyrodę i położenie na styku gór i morza, zobaczymy jedno z najpiękniejszych miast świata. A plaża Teresitas może śmiało konkurować z Ipaniemą – ten ozdobiony palmami szeroki pas złocistego piasku malowniczo wtulony w zatokę otoczoną wyniosłymi ścianami wulkanicznego tufu zaprasza do kąpieli w kryształowo przejrzystych wodach, jakie same unoszą tych, którzy im zaufają. A po kąpieli wodnej kąpiel słoneczna, oczywiście stosowana z umiarem. Kilka godzin plażowania, potem spacer wdłuż pirsu i szybka decyzja – pojedziemy na wierzcholek skalnej ściany, wzdłuż której wije się droga widoczna od strony plaży. Po piętnastu minutach jazdy z sercem w gardle patrzymy z góry na plażę i marinę, w której kołysze się kilkanaście łódek. Swoją drogą miejscowy sposób “wycinania” jezdni w skale przypomina drogi peruwiańskie, zawieszone u pionowych scian. Ta analogia wróci dziś jeszcze wiele razy, bowiem postanawiamy udać się do Rezerwatu Anaga. To najdziksza część wyspy, do tego położona na wysokości ponad 800 metrów. Zatem startujemy z poziomu morza, aby na kolejnej serpentynie zyskiwać kolejne metry. Widoki przyprawiają serce o palpitacje, szosa jest co prawda świetnie oznakowana i otoczona mocnymi barierami ale obecność przepaści tuż obok jej krawędzi robi swoje. Każdy zakręt otwiera nową, wspaniałą perspektywę, baterie aparatów odmawiają już posłuszeństwa, wreszcie docieramy do przełęczy, zktórej widać jednocześnie Atlantyk po wschodniej i po połnocno-zachodniej stronie Teneryfy. Cóż za szczęście móc radować się takim widokiem – ten sam ocean w dwóch wydaniach. Wyobrażam sobie co czuł Fancis Drake, kiedy przebył Przesmyk Panamski. Hacjendy przyklejone do skalnych zboczy, miasteczka jak ze snów, tarasy uprawowe przywołujące na pamięć Filipiny – to wszystko mamy przed oczami. Witalność i pracowitość mieszkańców oraz wysiłek całych pokoleń widoczne są tu jak na dłoni. Do tego ten dziwny las – drzewa ni to liściaste, ni to iglaste, niosące dziwną korę, ozdobione nieznanymi szyszkami, a kiedy na moment słońce chowa się za chmury, po plecach przechodzą ciarki. Nagle znajdujemy się w nieznanej krainie, gdzie zza każdego pnia wygląda dziwożona, pod każdym kamieniem kryje się leśny duszek, a los nasz staje się igraszką w rękach nieznanych sił. Wraz z powrotem światła czar pryska i wracamy do znanego nam świata, z jego związkami przyczynowo-skutkowymi, całkowicie pozbawionego uroku tajemnicy. Jeszcze kilka zakrętów i docieramy do punktu widokowego Las Mercedes, gdzie znowu ogarnia nas fala podziwu dla współtwórców krajobrazu – w kontekście dzikiej przyrody osadzili oni swoje miasteczka niczym klejnoty w szlachetnej oprawie. Wracamy pełni wrażeń i szacunku dla wielkiej cywilizacyjnej misji pierwszych osadnikow. W drodze powrotej wstępujemy do przydrożnego baru, którego właściciel na dźwięk słów “frutti di mare” pokazuje rozpromienione oblicze i wstawia do kuchenki mikrofalowej znajomo wygladającą potrawę. Cóż, owoce morza okazują się być swojskim kurczakiem, ale tak genialnie przyprawionym, że nie żałujemy wyboru. Na kwaterze roboty huk – należy zgrać zdjęcia, naładować baterie aparatów, a tu niebo się rozchmurza i trzeba wystawic Canona – ale po to tu jesteśmy.

Gorąco Cię pozdrawiam

Twój nieustająco nocny Grzegorz

Autor: argus

Listy do M. – środa 17 listopada

wyprawy Komentarze (1) »

Droga M.

Jak poprzednio wspomniałem, środa zaczęła się około południa solidnym posiłkiem, po którym wyruszyliśmy z kwatery z zamiarem dotarcia na szczyt sąsiedniej góry. Jak to często bywa, trafiliśmy jednak gdzie indziej, bardziej na wschód, do parku narodowego Corona Forestal. Porośnięty jest on sosnami oraz innymi drzewami znanymi z naszej strefy klimatycznej, których darmo by szukać na wybrzeżu Teneryfy. Tam bowiem dominują opuncje, agawy, palmy i suchorośla. Przyczyna leży w tym, że do wysokości kilkuset metrów nad poziomem morza brak w tutejszej atmosferze wilgoci, ta pojawia się dopiero wraz z chmurami (patrz poprzedni wspis) i znowu zanika powyżej 2000 metrów. Do tego dochodzi wulkaniczna gleba i oto mamy obraz trudności, jakie muszą pokonywać rośliny, aby jakoś wegetować. Widzieliśmy tu winorośle i planatacje bananowców, sztucznie nawadniane, uprawia się tu także warzywa i rośliny ozdobne. Zupełnym przypadkiem w drodze powrotnej, szukając taniego baru, zatrzymaliśmy się na parkinku, z którego w stronę morza rozciągał się widok jak z bajki – miniaturowe miasteczko leżało na cyplu, atakowanym z trzech stron przez wściekly Atlantyk.  Zaraz potem kąpiel na plaży san Marco i frutti di mare w pobliskiej restauracji. Wieczór nastał niebawem i trzeba było się szykować do obserwacji. Ponieważ tej nocy miało wystąpić maksimum meteorów z roju Leonidów, zdecydowaliśmy że obserwujemy je fotograficznie z naszego tarasu, wychodzącego na stronę północno – wschodnią. Od południowego zachodu świecił jasno Księżyc, zatem nie było sensu używać obiektywu typu “rybie oko”, wybrałem więc klasyczny canonowski obiektyw 18 mm. Teraz aparat wykonuje serie zdjęć a Twój respondent ma czas na pisanie listu. Niebo, z początkiem nocy zachmurzone, już jest czyste i aparat sam sobie radzi.

Około czwartej, kiedy znowu pojawiają się chmury, wybieram się do spania.

Pozdrawiam Cię jeszcze przed świtaniem

Twój Grzegorz nocny marek

Autor: argus

Dziewiąta zagadka dla uczniów MOA

obserwacje Komentarze (1) »

Należy nazwać gwiazdozbiór widoczny na fotografii oraz podać nazwę najjaśniejszej w nim gwiazdy. Odpowiedzi jak zwykle mailem na adres gsek@moa.edu.pl, trzej pierwsi korespondenci, którzy do piątku 26  listopada odpowiedzą poprawnie, otrzymają po tabliczce czekolady “Studencka”. Uwaga – odpowiedzi studentów nie będą brane pod uwagę.

Autor: argus
free watch porn vid freewatchpornvid xxx sex porn list xxxsexpornlist xxx sexporn zilla xxxsexpornzilla teen x porn vid teenxpornvid porn amateur x tube pornamateurxtube hit jizz porn hitjizzporn
fullsexmoviestubeporn mobilexvideotube 3gpsexpornvideo freexpornvid xpornzilla hardxxxporntube 3gpsexmovies xvideosporntube xxxporntube/a> hardsexvideo hardsexmovies watchxxxporntube
Silnik: Wordpress - Theme autorstwa N.Design Studio. Spolszczenie: Adam Klimowski.
RSS wpisów RSS komentarzy Zaloguj się
fullxnxxpornvideo tubidy mzik indir
hardsexmobilvideos