Astronomem być – droga wrocławska/moja ;)

W moim planie na życie już jakoś od dobrych kilku lat mieściła się astronomia. Tak więc postanowiłem ją studiować, szczególnie poparty słowami taty, który stwierdził, że w życiu należy robić to, co sprawia przyjemność. Po maturze papiery złożyłem na Uniwerek Wrocławski i rzecz jasna dostałem się. Było to o tyle oczywiste, że rokrocznie limit miejsc nie jest wypełniony i nie pomógł temu nawet Międzynarodowy Rok Astronomii.

1. Ludzie

Cóż, teoretycznie na roku mam 25 osób. Dalece temu do stanu faktycznego. Sam osobiście spotkałem może z 18 osób. Niektórych tylko na nieoficjalnej i spontanicznej integracji dnia pierwszego 😉 Połowa osó” studiuje coś jeszcze, np. na Politechnice Wrocławskiej, tak więc część przedmiotów na pierwszym roku mogą sobie przepisać. Osób nakierowanych stricte na astronomię jest może z 6, reszta studiuje to przy okazji. Ponadto już po miesiącu wygląda na to, że część osób zrezygnowała… Ale nie ma co się dziwić, do drugiego roku dociera zwykle około połowa ludzi. Wszystko to sprawia jednak, że są to studia bardzo kameralne, a prowadzący znają studentów z imienia oraz także ‘chuchają i dmuchają’ na nich, by ich nie stracić 😉

2. Przedmioty

Na pierwszym semestrze przychodzi mi się mierzyć z następującymi przedmiotami:

Podstawami astronomii – zwanymi również opowieściami z ‘Mchu i paproci’, gdzie można się dowiedzieć np. że ‘Kopernik wrzucił granat do piwnicy’

Ćwiczeniami obserwacyjnymi – zwanymi też nocnym studium chmur lub też niekończącym się opowiadaniem

Podstawami fizyki – zwanymi również porannym przysypianiem, gdzie można się dowiedzieć jak przedstawić fizykę w nudny sposób i która jest wyjaśniana w sposób iście amerykański, tj. jak krowie na rowie

Analizą matematyczną – zwanymi też rachunkiem różniczkowym i całkowym, gdzie można się przekonać, że im głębiej w las tym mniej drzew oraz, że matematyka to taki zbiór wytrychów

Algebrą – zwaną po prostu algebrą, gdzie uczymy się, że w naturze nie ma licz całkowitych oraz, że już człowiek pierwotny wiedział, że świat jest nieprzemienny

a wszystko to okraszone niebezpieczeństwem o nazwie Koło (Kolokwium), jak też zjawiskiem końcowym zwanym Sesją.

  • 3. Podsumowanie? – Studia są fajne, wreszcie robię  to, co lubię! 😀

3 odpowiedzi do wpisu: “Astronomem być – droga wrocławska/moja ;)”

  1. A jak tam u ciebie jest z relacjami z innymi kierunkami? Bo u nas na UJ, z fizykami mamy dobre kontakty i nam pomagaja, natomiast z SMP (miedzywydzialowe matematyczno-przyrodnicze) jest rożnie…

  2. sami sobie jesteśmy masztem, żaglem i sterem… czy jakoś tak 😉
    w zasadzie mamy tylko kontakt z Fizykami, ale jest to kontakt dość nieśmiały 😉
    innymi słowy: astronomowie sobie, reszta sobie 😉

Dodaj komentarz