Kolejna rocznica

 

 

 

 

 

Dziś mija 31 rocznica śmierci Kazimierza Kordylewskiego, krakowskiego astronoma, odkrywcy, nauczyciela, popularyzatora nauki w najszlachetniejszym tego słowa znaczeniu.  Miałem możność studiowania w Krakowie w końcowych latach Jego dydaktycznej aktywności, był  On też recenzentem mojej pracy magisterskiej i historia z tym związana jest warta osobnego wpisu. Nasze Młodzieżowe Obserwatorium Astronomiczne od jubileuszowego roku 2004 nosi Jego imię. Tempus fugit, czas bezpowrotnie mija, a pamięć o ludziach i wydarzeniach zaciera się nieuchronnie. Poszukując w Internecie śladów działalności Kordylewskiego, dzięki Sebastianowi natrafiłem na stronę Narodowego Archiwum Cyfrowego i cóż tam znalazłem? Otóż na poniższym zdjęciu, opisanym jako „Mężczyzna obserwujący częściowe zaćmienie słońca” z datą 1927-07, widać taras Obserwatorium Krakowskiego na pierwszym piętrze Collegium Śniadeckiego z ustawionymi lunetami.

 

 

 

 

 

 

 

 

Problem w tym, że w lipcu roku 1927 nie było w Polsce widoczne żadne zaćmienie Słońca. Owszem, takie właśnie zjawisko mogli obserwować uczestnicy wyprawy do Laponii Szwedzkiej, ale 29 czerwca tegoż roku. Wtedy właśnie Kazimierz Kordylewski asystował Tadeuszowi Banachiewiczowi w obserwacjach, obsługując specjalistyczną lunetę, czyli chronokinematograf, taki jaki widać na następnej fotografii.

 

 

 

 

 

 

 

 

Mistyfikację związaną z fotografią rzekomych obserwacji zaćmienia w Krakowie łatwo wykryć, ponieważ ustawienie lunet zupełnie nie pasuje do ówczesnego położenia Słońca na sferze niebieskiej. Maksymalne zaćmienie bowiem przypadało na moment, kiedy wysokość tego ciała niebieskiego nad horyzontem nie przekraczała 23 stopni, a zjawisko skończyło się zanim Słońce wspięło się na wysokość 33 stopni. Tymczasem lunety na zdjęciu celują grubo powyżej 40 stopni. Do tego „patrzą” one na południowy wschód, a samo zaćmienie rozgrywało się na północnym wschodzie. Prawdopodobnie fotografię wykonano już po powrocie z ekspedycji, czyniąc zadość wymaganiom ówczesnych mediów. Nie zadbano jednakże o uprawdopodobnienie rzekomo dokumentowanych wydarzeń, zapominając na przykład o fakcie, iż wprost na tarczę Słońca nie kieruje się zwykłej (a takie widać na zdjęciu) lunety. I jak tu wierzyć komukolwiek, skoro nawet oficjalne media kłamią?
W opisywanych zbiorach są także wykazane dwa nagrania, jedno z roku 1954 a drugie o wiele późniejsze, bo z sierpnia 1980 roku. Niestety dostęp do tych zbiorów jest płatny, dlatego na razie nie mogę ich zacytować.

Dodaj komentarz