Na południe od Tatr

W kraju Madziarów

Węgry przywitały nas arbuzami na przydrożnych stoiskach. Po zakupie kilku udaliśmy się wzdłuż Balatonu na zaplanowany kamping. Pogoda rewelacyjna a po wczorajszej burzy pozostały tylko połamane gałęzie i co słabsze drzewa. Jeziorko błotniste, woda ciepła a po kąpieli objadamy się soczystymi arbuzami. Czas uroczo mija na spacery po jeziorze; tak, tak… niezwykle płytko. Wieczorem w odwiedziny przypływa łabędzia rodzina upominając się o kolację.

 

 

Włoskie słońce

Ruszamy dalej. Przez Słowenię, Austrię do Italii. Krajobraz coraz bardziej górzysty, Alpy majaczą gdzieś w dali. Nad Adriatyk docieramy późnym wieczorem. Rozbijamy namiot i padamy ze zmęczenia. Uff jak gorąco… jest 23.00 i 34 stopnie. Trzeba się ochłodzić w morzu. Na plaży pustka, fale groźnie uderzają o piaszczysty brzeg a ciemności rozświetla tylko latarnia morska. Droga Mleczna rozlała się po horyzont. Czy może być piękniej?

Droga do Wenecji już zakorkowana chociaż wyruszyliśmy wczesnym rankiem. Nic nie widać za oknem samochodu, wszystko otuliła szalem mleczna mgła. Tylko powietrze pachnie morzem i ogromną przestrzenią. Ostało się miejsce na parkingu na 10 piętrze, kluczyki trzeba zostawić w samochodzie, dziwne zwyczaje… Może tu nie kradną? – głośno myślimy z nadzieją. Wenecja, ach… stoimy z rozłożoną mapą w dłoni. Od czego zacząć? Od zwiedzania? Ale czego? Od najważniejszego. Ale jak wybrać? Wszystko jest przecież istotne. A więc trzeba zastosować inny klucz. Na początek postanawiamy nacieszyć się miejscem i przejażdżką tramwajem wodnym. Docieramy na Murano i oglądamy spektakl wytwarzania weneckiego szkła. Stoję koło pieca – gorąco jak w piekle. Murańska sztuka szklarska to arcydzieło kunsztu pokoleń, którego początki sięgają 1291 roku. Barwy tęczy uwiecznione na biżuterii, żyrandolach, posągach, lustrach… Ceny także kolorowe. Każda kobieta poczuje się tam jak w raju. Plac świętego Marka przytłacza nas ilością turystów. Odnajdujemy koniec kolejki do Bazyliki św. Marka i zajmujemy w niej miejsce. Zasłaniam skrzętnie ramiona i kolana, chowam aparat do torby, i co? Zostaję zawrócona, ponieważ nie można wchodzić z torbą podręczną. Ogarnięta złością postanawiam, że nie poddam się tak łatwo i za pół godziny jestem wewnątrz. Przyjemny chłód, oczy przyzwyczajają się do mroku. Potykam się o pokarbowaną posadzkę – świątynia cały czas się zapada i trwa walka o jej uratowanie. Nadchodzi czas na spacer uroczymi uliczkami wokół Placu, na weneckie lody, na przymierzanie weneckich masek i na podziwianie gondoli.

 

Chorwacka gruszkówka

Adriatyk w Chorwacji ma już zupełnie inny charakter. Plaże są kamieniste, woda chłodniejsza i niezwykle czysta. Dno tętni życiem przeróżnych roślin i zwierząt. Na kamieniach wygrzewają się kraby. Trzeba się nieźle nagimnastykować, żeby zrobić takiemu fotkę.

 

A o gruszkówce dowiadujemy się przez przypadek. Wspomnienie pozostanie do końca życia.

 

Alpy Julijskie – Słowenia

Niestety tylko przejazdem. Ale już wiemy, że trzeba w tam wrócić na dłużej. Wspaniałe miejsce do uprawiania sportu. Na górskich drogach pełno rowerzystów,  na rzece kajakarze. Można także uprawiać tu rafting, wspinaczkę i paralotniarstwo.

Myślę, że astronomię też… 🙂

 

 

 

 

Podróżowanie odkrywa przed nami nowe miejsca ale także zakamarki duszy, których istnienia byśmy nie podejrzewali. Pasją życia oczarowani pytamy: dokąd za rok?

 

Dodaj komentarz