Nie zginęliśmy

Islandzka wyprawa, która trwała 5 dni była triumfem ducha nad materią. Nasza czwórka – Natalia, Norbert, Mateusz i ja – przemierzyła wynajętym samochodem setki kilometrów niezbyt gościnnej ziemi. Pogoda była bardzo zmienna, a nocna śnieżyca udaremniła nasze plany zdobycia północnej części wyspy. Nie mniej wrażenia, jakich doznaliśmy, nie mają sobie równych w naszym dotychczasowym podróżniczym doświadczeniu. Bladym ich odbiciem jest wybór zdjęć przedstawionych poniżej.

Tęczowa brama do Islandii

Groźnie zmarszczone czoło lodowca

Delegatura Marsa na Islandii

Krajobraz jak węglem malowany

Szmaragdowe oko wygasłego wulkanu

Wodospad o niemożliwej do spamiętania nazwie od frontu …

… i od kuchni

Gorące siarkowe źródła …

… generują krajobraz bliski wenusjańskiemu

Majestatyczny Gullfoss opada licznymi kaskadami w głąb wąwozu

Zima ozdabia krajobraz lodowymi klejnotami

Zorza królująca na nocnym niebie wynagradza w dwójnasób trudy naszej podróży

 

1 odpowiedź do wpisu: “Nie zginęliśmy”

Dodaj komentarz