Pamiętajcie o ogrodach …

… przecież stamtąd przyszliście. Tak śpiewał jeden z bardów mojego pokolenia, Jonasz Kofta. I właśnie jestem w bodaj najpiękniejszym polskim ogrodzie botanicznym, czyli w bolestraszyckim arboretum. Rywalizować z nim może jedynie Ogród Botaniczny w Krakowie, ze wznoszącym się w jego obrębie Kolegium Śniadeckiego, mieszczące aż do lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku Obserwatorium Astronomiczne UJ. Urok dzisiejszego dnia został spotęgowany spotkaniem pary przyjaciół – Anki i Wojtka, którzy przyjechali specjalnie z Jarosławia do Bolestraszyc, żebyśmy mogli się zobaczyć.

fot1

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Przed wejściem do pałacyku będącego niegdyś własnością malarza Piotra Michałowskiego, a w którego progach zamieszkałem na kilka dni, kwitnie taki właśnie, nieznany mi z nazwy, ale bardzo efektowny kwiat.

fot2

 

 

 

 

 

 

Oprócz roślin i zwierząt wodnych można tu zobaczyć pawie. Przekonałem się o tym nieco przypadkowo, bowiem w trakcie zjazdu po stromej ścieżce użyłem przedniego hamulca, którego charakterystyczny zgrzyt najpewniej imitował pawie nawoływania. W odpowiedzi usłyszałem kilka takich zgrzytliwych odgłosów, dochodzących z woliery skrytej za ścianą roślin. Pawie mieszkają tam w towarzystwie innych egzotycznych kuraków, ale to one „kradną show”, czemu zresztą nie ma co się dziwić.

fot3

 

 

 

 

 

 

W pobliżu Arboretum mieści się to, co pozostało po wysadzeniu austriackiego fortu XIII San Rideau, zatem i ten obiekt obejrzeliśmy, oczywiście wyposażeni w latarki ręczne i czołowe. Jest tam kilka wysprzątanych korytarzy i lochów bez dostępu światła dziennego, a całość robi wrażenie swoją masywnością.

fot4

 

 

 

 

 

 

Niektóre przejścia są naprawdę wąskie, pozostaje tylko domyślać się jak były użytkowane.

fot5

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Spacer wokół Arboretum zakończył miłe spotkanie, ale to jeszcze nie koniec dnia. Chmury powoli ustępują błękitowi, co daje nadzieję na pojawienie się rozgwieżdżonego nocnego nieba, Spania pewnie nie będzie, bo gawroni rejwach nie milknie pomimo pory zmierzchowej, a już o 3 rano odezwą się inne gatunki, na czele z kosami, ale przecież nie po sen tutaj przyjechałem.

fot8

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W uzupełnieniu: przed chwilą otrzymałem od Szymona zdjęcie opisywanego terenu z pokładu jednosilnikowego samolotu – mój kolega z Podkarpacia oprócz astronomii pasjonuje się szybownictwem i pilotuje niewielkie samoloty. Na zdjęciu po prawej u góry, na wzgórzu częściowo zalesionym widać ruiny fortu San Rideau, zaś w tym budynku z czerwonym dachem, położonym w górnej części po lewej stronie właśnie napisałem te słowa.

13310330_1181806118519105_7088720998648074736_n

Dodaj komentarz