Wulkan ciągle groźny

Niezamieszkana wyspa Fernandina, należąca do Archipelagu Galapagos, nazwę wzięła od imienia króla Ferdynanda II Aragońskiego, sponsora odkrywczych wypraw Krzysztofa Kolumba. Cóż z tego, skoro jest całkowicie jałową skałą, utworzoną przez kolejne erupcje wulkaniczne. Największa, jaką zanotowała historia, zdarzyła się w roku 1825, kiedy to statek kapitana Morelli, zakotwiczony u jej brzegów, ledwie zdołał się uratować. Kapitan napisał, że 14 lutego „ niebiosa zapłonęły ogniem, a płomienie wystrzeliły tysiące stóp ponad ziemię”. Według świadectwa oficerów, temperatura powietrza osiągnęła 51 stopni, zaś woda zagrzała się nawet do temperatury 66 stopni, co spowodowało śmierć części załogi statku. Ostatnia erupcja wulkanu zaszła w kwietniu 2009 roku, na szczęście nie powodując większych szkód, nieco ucierpiała jedynie miejscowa fauna, obejmująca sporą liczbę legwanów morskich. Sam archipelag słynny jest chociażby z tego, że na jednej z jego wysp bytował rozbitek Aleksander Selkirk, pierwowzór postaci Robinsona Crusoe, a także z wizyty Karola Darwina, który przebywał tu przez 22 dni zbierając okazy przyrodnicze.

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz