Z motyką na Słońce, bo samo się o to prosiło

W ubiegłosobotnie popołudnie niezwykle czule, bo po dłuższym niewidzeniu, przywitałam się z moim teleskopem, chociaż stosowniejszym określeniem byłoby „makroskopem”. Siły zewnętrzne dały nam tylko pół godziny, w dodatku nie byliśmy sami, zatem program musieliśmy ograniczyć do niezbędnego minimum. Ale za to było interesująco, bo Icek Sky Washer pokazał mi trzy plamy.
W tym miejscu należy się Czytelnikowi dookreślenie. Mój sprzęt obserwacyjny wyposażony jest w zwierciadełko o średnicy 76 mm i ogniskowej 700 mm oraz dwa okulary 25 mm i 10 mm, posiada również soczewkę Barlowa (ale ona mnie tylko wkurza – wiadomo, „ta trzecia”). Ode mnie dostał w prezencie filtr słoneczny. A że szczególnie ulubione przedmioty lubię personifikować, nazwałam go po swojemu. Przy okazji: jeśli ktoś domyśli się, dlaczego takim właśnie mianem go ochrzciłam, może spodziewać się Nagrody Blondynki. Podpowiedzi brak. Ograniczeń co do status quo „zgadywacza” takoż.      
 
 

niezbyt silny, za to zwarty i gotowy

No dobra, wracam na ciąg główny. Jasne, że chodzi o plamy na Słońcu. Z początku sądziłam, że to omamy, że uczucie mnie zaślepiło. Jednakowoż po dokładniejszym zbadaniu przekonałam się, że ten facet mnie nie okłamuje (lusterko prawdę ci powie!). Jako owoc współpracy załączam tym razem grafikę wykonaną piórem kulkowym i ołówkiem. Nie dbam, czy jest odpowiednio wysmakowana; ojej, najwyżej odbiorą mi prawa autorskie…

Aha, zapomniałabym! Poniższe obrazki przedstawiają „Wszechświat w oczach Icka”, tzn. nie wystarczy zamienić góry z dołem i strony prawej z lewą (jak mi to niespełna rok temu mądrze i naukowo objaśniono), ale całość trzeba jeszcze obrócić o 45 stopni w prawo. Z czym użytkownicy niniejszego blogu poradzą sobie lepiej ode mnie.

tak widziałam ogół

a tak szczegół

W okolicach górnej (najmniejszej) plamy zauważyłam jaśniejsze miejsca, wyglądały jak rozpaćkane dżety. Czarne kreski wokół tarczy słonecznej to ani protuberancje, ani korona, bo na to mój Icek jest za cienki, tylko ciemność.

Jeśli kogoś moje arcydzieła zniesmaczyły, to przypominam, że jeszcze pod koniec sierpnia zeszłego roku Słońce przejawiało swą aktywność o, tak:

Takie widoki też cieszą oczy, lecz inaczej…

1 odpowiedź do wpisu: “Z motyką na Słońce, bo samo się o to prosiło”

Dodaj komentarz