Dziś są Twoje urodziny!!! Pierwsze bez Ciebie

In memoriam Grzegorz Sęk

Grzegorza poznałem jakieś 20 lat temu, gdy przyjechał z grupą uczniów MOA do Obserwatorium Astronomicznego UJ w Krakowie, gdzie studiowałem. Byłem chyba na 2 roku studiów. Już wtedy oprowadzałem wycieczki po Forcie Skała. Pamiętam, jak opowiadałem historię budowy RT 15 (radioteleskopu o średnicy czaszy 15 metrów) i „ten Pan” zaczął mi się wcinać i dopowiadać historie, o których nie miałem pojęcia. Pomyślałem (jako tzw. „przewodnik”) trzeba Go wysłuchać, bo ma niesamowitą wiedzę. Oprowadziłem całą grupę po Obserwatorium pokazując GRUBBa, MAKSUTOVA, ASTROGRAF i CASSEGRAINA, czyli naszą 50-tkę. Na tym spotkanie się zakończyło…

Kilka lat później, w Warszawie, ówczesny wicedyrektor MOA, dr Zbigniew Głownia, zauważył mnie podczas konferencji, gdy prowadziłem seans w przenośnym planetarium Anikino i zaproponował pracę w nowo budowanym planetarium na terenie Młodzieżowego Obserwatorium Astronomicznego im. Kazimierza Kordylewskiego w Niepołomicach. Oczywiście że się zgodziłem. I okazało się, że moim kolegą z pracy jest tamten „Pan” z OA UJ – Grzegorz Sęk.

Tak rozpoczęła się nasza ponad piętnastoletnia współpraca…

Jako żółtodziób i młody magister astronomii, często zwracałem się do Niego z prośbą o pomoc, z pytaniami a czasem i wątpliwościami. Zawsze miły, zawsze uśmiechnięty, z poczuciem humoru, który rezonował z moim. I się zaczęło… Nasze dyskusje, komentarze i docinki. Dla osób z zewnątrz mogły wyglądać jakbyśmy się obrażali nawzajem. Nic bardziej mylnego. Dla nas była to forma odreagowania stresu i świetny czas „ponarzekania na czasy w jakich przyszło nam pracować”. Mieliśmy dość wysublimowane poczucie humoru. Często, gdy ja się wkurzałem, On zachowywał spokój. (do dzisiaj się tego nie nauczyłem). Choć to nie znaczy, że i On się nie wkurzał. To Grzegorz zwrócił moją uwagę na lunetę GRUBBa, co zaowocowało jej renowacją w 2013 roku, której dokonaliśmy razem z Dajaną, Sebastianem i Mirkami z warsztatu.

Po pewnym czasie w „starym” MOA, zaczęliśmy wspólnie prowadzić „Pikniki pod gwiazdami”. To były zajęcia dla starszej młodzieży, które zaczynały się o 18:00 a kończyły o 12:00 dnia następnego, z przerwą na sen. Dzieciaki spały wtedy w takich 8 osobowych domkach na terenie Obserwatorium. Plan był prosty: najpierw wycieczka po Niepołomicach, charakterystyczne punkty na mapie tego miasta i ich historia z finałem na Kopcu Grunwaldzkim. Potem powrót do MOA i grill we własnym zakresie (dziś to by nie przeszło, bo kto by to ogarnął? Na to nie ma aplikacji). Następnie wykłady i ćwiczenia obserwacyjne (przy dobrej pogodzie) i sen. Choć nie zawsze. Rano z reguły wykład o Słońcu i jego obserwacje przez lunety wyposażone w filtry szare i h-alfa. Na tej płaszczyźnie dogadywaliśmy się bez słów. Każdy z nas wiedział co, kiedy i gdzie ma zrobić. Obsługa „Michaliny” na boisku szkolnym czy „Dobsonów” nie była problemem. Grzegorz głównie skupił się na kółkach astronomicznych i obozach (tak, wtedy były obozy astronomiczne). Ja natomiast zająłem się popularyzacją astronomii i pokazami nieba.

Często razem jeździliśmy na różnego rodzaju imprezy. Swego czasu najważniejszą był „Piknik naukowy Polskiego Radia i Centrum Nauki Kopernik” w Warszawie. Pewnie dla tego, że dopiero co otwarto CNK. Były lata, że to ja byłem odpowiedzialny za nasz zespół, ale i tak Grzegorz był nie do zatrzymania… Gadaliśmy z tysiącami ludzi a On i tak po wszystkim, miał siłę jeszcze do nas zażartować. Obozy astronomiczne w Bieszczadach czy na Mazurach, też miały swój niepowtarzalny klimat. Ale to zupełnie inna opowieść.

Świadomie też pomijam czas pandemii, która zbiegła się szczęśliwie z czasem przebudowy MOA. Działaliśmy wtedy on-line.  Wtedy cały nasz zespół stworzył wiele wspaniałych materiałów edukacyjnych, dostępnych na stronie: wdomu.moa.edu.pl. Prowadziliśmy też wiele wykładów on-line.

W nowym budynku MOA, mogliśmy rozwinąć w pełni nasze skrzydła. Nowe miejsce i nowe pomysły. I tu znowu Grzegorz świetnie się odnalazł. Angażował się w wiele wydarzeń, o których często nie mieliśmy pojęcia. Dowiadywaliśmy się czasem z mediów społecznościowych lub podziękowań, które spływały do MOA. Jeździł po całej Polsce i nie tylko, popularyzując astronomię. Prowadził letnie i zimowe szkoły dla nauczycieli, wykłady, warsztaty, audycje radiowe, ale przede wszystkim zajęcia z młodzieżą, którą uwielbiał. Oni zresztą też go uwielbiali. Grzegorz był inicjatorem powstania stacji bolidowej na terenie Obserwatorium, propagował projekt Sally Ride EarthKAM. To jego pomysł doprowadził do projektu ARISS w MOA. Od samego początku przygotowywał uczniów do Ogólnopolskiego Seminarium Astronomiczno-Astronautycznego w Grudziądzu, którego wstępem jest etap wojewódzki. Wielu z jego uczniów zostało laureatami i finalistami OMSA. Kilkoro jego wychowanków jest astronomami lub jest związana z astronomią.

Dla mnie Grzegorz był kimś więcej jak tylko kolegą z pracy. Był członkiem rodziny. Moje dzieci mówiły do niego „wujek”. Wpadał do nas na kawę bez zapowiedzi. Czasem po pracy, czasem przed wyjazdem na jakiś wykład. Miał u nas swoją ulubioną filiżankę (z obrazem Gustava Klimta – „Pocałunek”). Czasem wpadał z jakąś „pierdołą” do zrobienia czy to do zajęć czy do samochodu lub roweru. Podczas przebudowy Obserwatorium na moim ogródku zrobiliśmy małą stację obserwacyjną. Dla Niego nie było problemu by zaopiekować się przez kilka godzin moimi dziećmi, gdy mieliśmy coś pilnego do załatwienia.

Aż nadszedł piątek 7 listopada 2025 roku… Jeszcze wieczorem rozmawialiśmy w Obserwatorium. Ponaglał mnie żebym szybko opublikował informacje o Wojewódzkim Konkursie na referat z Astronomii i Astronautyki. Wybierał się w sobotę do Kudowy – Zdroju…

A dziś są Twoje urodziny! Choć Ciebie już nie ma z nami… dziękuję Ci za wiele cennych rad, opowieści, pomocy, której mi udzielałeś, naszych rozmów.

Do zobaczenia wśród gwiazd Przyjacielu!

 

Dodaj komentarz