Blisko, coraz bliżej…

To się działo przedwczoraj. Słońce dość leniwie wyłaniało się z morza porannych mgieł i obłoków.

 

 

 

 

 

 

 

Rześki wiaterek uganiał się za chmurami i co chwilę wymyślał im nowe fryzury.

 

 

 

 

 

A ja wygrzebałam z niepamięci statyw do fotoaparatu i, wznosząc oczy ku pogodnemu wczesnowieczornemu niebu, wykonałam serię ujęć ćwiczebnych. I choć świecący jak latarnia Księżyc szeptał mi do ucha, bym nie liczyła na zbyt wiele, scena balkonowa z widokiem na plac budowy nie była czasem straconym.

Teraz liczę na łaskawość bogini Aury w pierwszej połowie przyszłego tygodnia.

Dodaj komentarz