Bo nie sztuką jest żeglować latem po Chorwacji

Zdana sesja, przerwa międzysemestralna, idealne warunki na wypoczynek, a jak już coś robić to z rozmachem. Dlatego w tym roku wybrałem się na „Winter sail expedition vol. 5”, czyli rejs morski po Chorwacji organizowany przez Akademicki Klub Żeglarski AGH. Warunki niecodzienne czyli środek zimy. Szesnaście godzin autokarem było troszkę bolesne, ale do wytrzymania. Ale za to po przyjeździe świecące słoneczko, 18 stopni, palemki, morze no i cała keja łódek.

????????????????????????????????????

????????????????????????????????????

Razem ze znajomymi pływaliśmy na jachcie Bavaria 47 Cruiser o nazwie „Caipirinha” (tak jak brazylijski drink na bazie alkoholu z trzciny cukrowej). Wspaniała łódka o długości 14,32 m, wysokości 16,5 m, zanurzeniu 1,88 m i powierzchni żagla 118 m2.

????????????????????????????????????

Podczas pierwszej nocy udało mi się zrobić parę zdjęć nocnego nieba. Niestety warunki nie były idealne, ponieważ świeciło parę lamp, ale dzięki nim przynajmniej pierwszy plan jest dobrze naświetlony.

#mDSC_3419

#mDSC_3432

W późniejszych dniach warunki pogorszyły się diametralnie. Zaczął wiać Jugo, wiatr ciepły ale w porywach osiągał 50 węzłów i więcej. Jest to już 10 w skali Beauforta, a komfortowe warunki dla tego jachtu to 6/7. Dlatego czas spędzaliśmy na zwiedzaniu i szeroko pojętej integracji.

DSC_3510x

????????????????????????????????????

Pierwsze dłuższe pływanie odbyło się we wtorek 9 lutego. Popłynęliśmy wtedy z Biogradu do Murteru. Sześć godzin przyjemnego pływania z ciągłym bujaniem na falach. W Murterze zastaliśmy wielką imprezę karnawałowa na ostatki. Niestety przez całą środę znów wiał Jugo, czyli z pływania nici ale za to zwiedzanie i integracja.

DSC_3608

DSC_3618c

W czwartek się zaczęło. O północy wypłynęliśmy z Murteru na wyspę Vis. Przelot trwał ponad osiemnaście godzin. Osiemnaście godzin ciągłego bujania w bajdewindowej fali. Trafiła mi się najgorsza wachta czyli od 4 do 8. Było ciemno, zimno, co jakiś czas dostawało się w twarz słoną wodą, chciało się spać, a do tego choroba morska dawała o sobie znać. Do końca nie wiem jak przetrwałem tą wachtę, pewnie pół przespałem przytulony do kabestanu żeby nie spaść na podłogę kokpitu. Ten przelot polegał głównie na sterowaniu i spaniu, to znaczy jak się miało wachtę to pilnowało się kursu, koniec wachty i spanie do kolejnej. Na początku nie dawałem rady usnąć ale jak rzygnąłem to usnąłem od razu. Jak tak teraz o tym myślę to w sumie co za wariat pcha się z własnej woli na takie coś. Przyznam szczerze, że jestem tym wariatem. Po przeżyciu takiego „chrztu” ciągnie mnie na morze jeszcze bardziej.

DSC_3638

DSC_3682

Nocka na Visie też była pogodna ale byłem tak wykończony, że nie zrobiłem żadnego zdjęcia nocnego.

Piątek pobudka nastąpiła o 7 rano i o godzinie 8 wypłynęliśmy w podróż powrotną do Biogradu. Na baksztagowej fali pływa się rewelacyjnie. Choroba morska nie dokucza i niezwykły widok 2 metrowej fali idącej prosto na łódkę od rufy, ale zamiast woda wlać się na pokład łódką wpływa na falę, a potem z niej spływa. I tak przez 10 godzin. Przy odgłosach gitary i śpiewie szant ten czas przeleciał bardzo szybko.

DSC_3666

DSC_3675

Niestety w sobotę nastąpiła znów 16 godzinna podróż autokarem do domu.

Jednak widok tylko morza na horyzoncie, sterowanie jachtem po falach, woda przelewająca się przez burty, smak rumu, śpiewanie szant to jest to. Dla tych rzeczy pewnie za niedługo znów powrócę na morze.

„Krople mgły w tęczowych kropel pyle
Tańczy jacht po deskach spływa dzień
Jutro znów wypłynę, bo odkryłem
Morze, noc, żeglarską starą pieśń”

szanta „Przechyły”

1 odpowiedź do wpisu: “Bo nie sztuką jest żeglować latem po Chorwacji”

Dodaj komentarz