W sobotę wieczorem nasza kamerka bolidowa, pracująca w sieci Skytinel, zarejestrowała niebywale jasne zjawisko.
Był to bolid, który, poruszając się bardzo powoli, w ciągu sześciu sekund rozbłysnął serią znacznych pojaśnień, po czym zgasł. Każdy pojedynczy rozbłysk oznacza fragmentację meteoroidu, który przedzierając się przez coraz gęściejsze warstwy ziemskiej atmosfery tracił część swojej masy.
Czy z naszego bolidu coś doleciało do Ziemi? Analiza nagrań z wielu kamer, w tym i z naszej, pozwoliła Mateuszowi Żmiji na wysnucie następujących wniosków:
„Bolid zaczął być widoczny dokładnie o godz. 22:16:46. Znajdował się wówczas na wysokości 86,3 km i było to już nad Ukrainą, 18 km na wschód od Przemyśla. Jego prędkość początkowa wynosiła 13,5 km/s. Następnie leciał w kierunku Lwowa, spektakularnie (i wielokrotnie) rozpadając się w rejonie Gródka. Niestety, fragmentacje te były katastrofalne w skutkach. Od wysokości 35 km meteoroid zaczął uwalniać duże ilości pyłu i drobnych fragmentów, które szybko ulegały obtopieniu. Jest prawdopodobne, że do gruntu dotarła znaczna liczba odłamków, jednak będą one niewielkie – głównie w przedziale od 1 g do 50 g.”
To już trzeci bolid spadkowy zarejestrowany w krótkim czasie w sieci Skytinel, co dobrze świadczy o jej skuteczności.
