Słowa pożegnania od wychowanków Grzegorza

Grzegorzu,

poruszeni wpisem Twoich obecnych uczniów, a naszych młodszych koleżanek i kolegów, także my jako wychowankowie chcielibyśmy zebrać we własnym wpisie nasze podziękowania i pożegnania.
Prowadziłeś tego bloga wspólnie z kilkoma generacjami swoich uczniów przez ponad 15 lat, dzieląc się poważnymi sprawami, relacjami z codziennych obserwacji, dalszych i bliższych wycieczek czy rzeczami całkiem niepoważnymi, przez jego łamy przewinęliśmy się jako autorzy, autorzy zdjęć czy bohaterowie wpisów.

Ideą tego wpisu jest bycie „otwartym” dla wszystkich wychowanków Grzegorza, nie wszyscy się znamy i mamy ze sobą kontakt. Raz opublikowany tekst nie jest zamknięty.
Gdyby ktoś z chciał dołączyć prosimy o przesłanie swojego pożegnania za pomocą formularza do publikacji: https://forms.gle/EjeEAw7wyAJgNd3n9
[W razie pytań lub problemów prosimy o kontakt z Martą Satorą lub Dawidem Knarą]

Agnieszka Miroszewska (w MOA 2007-2012):
Grzegorzu, teraz jesteś gdzieś „tam”, czyli właściwie – gdzie dokładnie? – tego nikt nie wie – „tam, to nie jest określenie astronomiczne”. Może to „tam” jest piękna mgławicą, albo efektowną protuberancją, może to „tam” jest w tych wielu sercach, które będą Cię wspominać i tęsknić za Twoją mądrością…
Bycie Twoją uczennicą i wychowanką, to jedna z najważniejszych rzeczy jakie mi się przytrafiły w życiu. Pewnego dnia przyjechałeś do nas do szkoły z wykładem o astronomii i zaprosiłeś nas do MOA; wtedy postanowiłam zapisać się na obóz – Perseidy. Który to był rok? 2007? Na tym obozie poznałam osoby ciekawe i nietuzinkowe. To Wy pomogliście mi wejść na dalszą ścieżkę mojego życia, dzięki Wam wybrałam liceum i całe moje życie potoczyło się swoim torem, wskoczyło na swoją orbitę.
Mazury, gdzie nas zabrałeś, to było miejsce magiczne, tam spało się pod gołym niebem, gdzie pierwszy raz gołym okiem zobaczyłam Mleczną Drogę, o czwartej nad ranem budził nas parujący oddech koni i kolejna spadająca gwiazda. Magiczne były też Roztoky, gdzie żyliśmy praktycznie spojeni z naturą i jej rytmem. Wschody słońca, fotografia otworkowa, eksperymenty fizyczne, wianki, wieczory filmowe i komediowe, gitary, śpiewy i ogniska.
Wielu z nas czekało cały rok na te dwa tygodnie obozu, kiedy życie mieniło się kolorami tęczy i pachniało przygodą.
Nauczyłeś nas szacunku do ludzi, przyrody i metody naukowej, zabierałeś nas na wycieczki i wędrówki, razem robiliśmy poranny rozruch, uczyłeś nas żeglować; repertuar Twoich zainteresowań i pasji, którymi nas zarażałeś zdawał się nie mieć końca. Sam też byłeś ciekawy tego co my przynosiliśmy w bagażu swoich doświadczeń, byłeś ciekaw naszej muzyki, naszych żartów, naszych przebieranek i wygłupów. Angażowałeś nas w czynności proste – jak obieranie jabłek na obiad i zmywanie, po trudne – jak prowadzenie obserwacji astronomicznych, obliczenia i dokumentacje badań. U Ciebie to była nauka życia – tej codziennej, przyziemnej prozy; ale i życia naukowego, wyglądającego daleko poza ramy narzucone przez szkołę. Stawiałeś nam wysokie wymagania i pokazywałeś nam świat w wersji autentycznej, bez skrótów i uproszczeń. Znałeś młodych i ich potrzeby, nie były one nigdy dla Ciebie błahostkami, towarzyszyłeś nam w pierwszych miłościach ( ileż to małżeństw pobłogosławiłeś?), Twoje metody wychowawcze zawsze opierały się na relacji, szacunku i zaufaniu do nas. Pod Twoimi skrzydłami mogliśmy dorastać i odkrywać siebie. Towarzyszyłeś nam w naszym rozwoju; każdy z nas poszedł w swoją stronę, nie zawsze była to astronomia – każdemu kibicowałeś i z każdego byłeś dumny. Nauczyłeś nas ciekawości świata, wrażliwości na piękno, krytycznego myślenia i otwartości umysłu – to taka Twoja pieczęć, ślad, który można odnaleźć w każdym z Twoich wychowanków.
Ostatnio spotkaliśmy się prawie rok temu, przyszliśmy z Arturem, przedstawić Ci naszego malutkiego, kilkumiesięcznego syna, zapisać go na Twoje zajęcia, żeby miejsce już na niego czekało. Teraz nasz syn pozna Cię bliżej z opowieści. Pamięć o człowieku jest żywa, dopóki ktoś go wspomina, My będziemy wspominać Ciebie często i z rozrzewnieniem charakterystycznym dla ludzi przypominających sobie najpiękniejsze czasy swojego życia i najlepszych ludzi jakich spotkali podczas swojej wędrówki.
Dziękujemy Mistrzu.

Paulina Sowicka:
Grzesiu, tak się nie robi… 💔
Wciąż nie potrafię uwierzyć, że już Cię nie ma. Nie wiem, jak żegna się kogoś, kto potrafił tak bardzo odmienić czyjeś życie.
To Ty zaszczepiłeś we mnie miłość do astronomii i nauczyłeś patrzeć w niebo z zachwytem i ciekawością. Dzięki Tobie ta pasja stała się częścią mojego życia.
Dziękuję Ci za wszystko – za przyjaźń, entuzjazm i uśmiech, za wszystkie rozmowy, za każdą noc spędzoną przy teleskopie albo przed komputerem, gdy wspólnie realizowaliśmy nasze pomysły.
Teraz będziesz mi towarzyszył podczas każdych obserwacji, przy każdym teleskopie, w każdym miejscu na świecie. Patrząc w gwiazdy, zawsze będę o Tobie pamiętać.
Zostawiłeś po sobie ogromną pustkę…
Żegnaj, Mistrzu. Dziękuję, że byłeś. Będzie mi Ciebie bardzo brakować 🖤

Dawid Knara (w MOA 2004-2010):
Przez kilka pierwszych lat Pan Grzegorz, potem po prostu Grzegorz, bo tak prosiłeś zwracać się do siebie swoich już starszych uczniów. Jako nastolatek spędziłem pięć świetnych lat w Młodzieżowe Obserwatorium Astronomiczne w Niepołomicach – w dużej mierze były takie dzięki Tobie.
Chyba dwa lata temu, na spotkaniu Twoich wychowanków, ktoś z nas powiedział, że szkoda, że tak mało z nas poszło w „zawodową” astronomię. Odpowiedziałeś, że wbrew pozorom nie taka jest rola MOA. Że oczywiście to świetnie, że mamy wśród nas tych, którzy związali swoją przyszłość z astronomią. Ale że Twoim zdaniem główną rolą MOA jest być miejscem, w którym chętne dzieciaki mogą rozwijać ciekawość świata. Dziękuję Ci za to, że starałeś się tą naszą ciekawość świata w nas pielęgnować.
Z zasady takie pożegnania zostawiam dla siebie – tym razem robię jednak wyjątek. Wiele razy przy wspominaniu kogoś w rozmowie lub w jakiej opowieści podkreślałeś z niemałą dumą „to moja wychowanka”, „to mój wychowanek”. Teraz my możemy z dumą powiedzieć „to nasz mistrz”. Dzięki Grzegorz.

Kinga Pilawska:
Grzegorzu, dziękuję za wszystko, dziękuję że pokazałeś mi piękno astronomii🧡. Zwiedzaj gwiazdy z drugiej strony 🌠

Mateusz Windak:
Dziękuję Ci Grzegorzu za te wszystkie lata. Za piątkowe zajęcia w MOA do rana, za wszystkie wyjazdy, za miłość do astronomii, którą mnie zaraziłeś. Byłeś niesamowitą osobą, z pasją i humorem. Byłeś dla nas skarbem.

Magda Gargas (w MOA 2009-?):
Jak pożegnać kogoś takiego jak Ty, Grzegorzu?
Chyba się nie da.

Twoja pasja, Twój zapał i poczucie humoru zmieniły nas bezpowrotnie — i pozostaną z nami także po Twojej śmierci. W samą Twoją śmierć wciąż trudno uwierzyć. Byłeś człowiekiem pełnym życia, młodym duchem (nawet jeśli metryka mówiła co innego), kimś, kto nigdy się nie nudził i potrafił zarazić nas, swoich uczniów, ciekawością świata i miłością do astronomii.
Uczyłeś nas obsługiwać sprzęt, obrabiać zdjęcia, przygotowywać i wygłaszać referaty, szukać informacji i nowych możliwości. Pokazywałeś, jak być cierpliwym, jak wytrwale czekać na dobrą pogodę i rezultaty naszej pracy. Uczyłeś nas dzielić się wiedzą — ale też odwagą, by kwestionować status quo.

To nie były tylko obozy w Lewałdzie. To były też nasze cotygodniowe piątkowe spotkania w MOA, pełne śmiechu, dyskusji i obserwacji nieba. To były wyprawy do Rabki i na Słowację, wspólne noce z teleskopem, godziny rozmów o gwiazdach, fizyce i świecie. Obserwowaliśmy Słońce, Saturna, Perseidy, gromady, mgławice, gwiazdy neutronowe— a Ty zawsze dodawałeś do tych pięknych obrazów naukowe ciekawostki, które sprawiały, że niebo stawało się jeszcze bardziej niezwykłe. Dzięki Tobie nauczyliśmy się, że patrzenie w gwiazdy to nie tylko przyjemność, ale też droga do zrozumienia.

Byłeś kimś więcej niż nauczycielem. Byłeś naszym przyjacielem.
I właśnie dlatego tak trudno się z Tobą pożegnać.

Mirek Bury (Kołodziej):
Był mistrzem syntezy i konkretów, jedyne za co mnie upominał, to lanie wody. Wierzył we mnie bardziej niż ja sam. Wiedział kiedy i co powiedzieć, a kiedy wystarczy pomilczeć i wspólnie działać. Nie nauczył mnie skomplikowanej strony astronomii czy analizy matematycznej. Nauczył co to znaczy być empatycznym i ciekawym świata, kwestionować i obserwować. Zawsze traktował mnie dorosło i równo sobie. Akceptował moją ścieżkę, bez względu na to czy wciąż patrzyłem w niebo.

Justyna Put (w MOA 2004 – 2021):
Z ogromnym smutkiem żegnam człowieka, który miał ogromny wpływ na moje życie.
Cieszę się, że miałam to szczęście spotkać Grzegorza na swojej drodze. Poznałam go w liceum, gdzie prowadził kółko astronomiczne. Na tych spotkaniach, w niewielkim gronie, potrafił godzinami tłumaczyć nam, jak działa Wszechświat. Ale nie zapominał, że jesteśmy młodymi ludźmi, którzy nie lubią ograniczeń. Był nauczycielem nieprzeciętnym, otwartym na niezliczone pomysły. To dzięki niemu zaczęłam jeździć na zajęcia do MOA i na Spotkania Zamkowe. To rozbudziło moją ciekawość i fascynację niebem. Za każdym razem, gdy spotykaliśmy się, to zachęcał do konkretnego działania: do prowadzenie prostych obserwacji nieba, do udziału w projektach, warsztatach, konferencjach, do odkrywania świata nauki. Obserwacje pod kopułą były niczym podróż do innego świata, pełnego pasji, wiedzy i zachwytu nad tym, co nad nami. Cieszył się, jak udało nam się wykonać ciekawe zdjęcie przez teleskop, czy policzyć coś mądrego. Swoją otwartością na młodych ludzi zarażał. To właśnie wtedy, dzięki niemu, postanowiłam studiować astronomię.
Pamiętam, jak powiedział mi kiedyś słowa, które wtedy wydawały mi się dziwne: „Cieszę, się dostałaś się na studia astronomiczne, ale na pięć lat, zapomnij o astronomii.” Dopiero po latach studiów, po godzinach spędzonych nad analizą, algebrą, fizyką, mechaniką i statystyką, zrozumiałam, co miał na myśli. Miał rację, astronomii nie da się pojąć bez solidnych matematycznych podstaw.
Grzegorz pomagał mi w trudnych chwilach, wspierał, motywował, podsuwał pomysły, a nawet poprawiał. Jego uwagi, nie były naganą, ale motywacją, by to co się robi, robić najlepiej, a nawet jeszcze lepiej. Zawsze, gdy miałam problem z teleskopem, czy użyciem odpowiedniego słowa astronomicznego, to mogłam się bez obaw do niego zgłosić, zawsze pomógł, nawet po godzinach swojej pracy. Dzięki niemu poznałam wielu wspaniałych astronomów i miłośników kosmosu. Cieszę się, że mogliśmy pracować razem w MOA. Teraz, gdy sama uczę astronomii, często wspominam jego słowa i sposób, w jaki potrafił mówić o kosmosie, z pasją, spokojem i zachwytem. Czy to w planetarium, czy przy teleskopie…
Dziękuję, Grzegorzu, za wszystko.
Za inspirację, wsparcie i tę niegasnącą miłość do gwiazd, którą mi przekazałeś.
Justyna Put

Piotr Satora (w MOA 2007-2013):
Cześć Grzegorz,

Na początek chciałem Ci podziękować za bloga, którego nam zostawiłeś. Nigdy do końca nie rozumiałem, dlaczego przykładałeś do niego aż tak dużą uwagę. Nie wiem, czy było to intencjonalne, czy nie, ale dla mnie będzie to chyba najlepsza pamiątka po Tobie. Postaram się w wolnym czasie ponadrabiać zaległości…

Nieważne, czy chodziło o Twoją pracę, czy o wycieczki — zawsze byłeś o całe mile przed wszystkimi. Nie raz śmialiśmy się ze znajomymi, że jesteś w dużo lepszej kondycji w wieku 60–70 lat, niż my byliśmy mając kilkanaście. Myślę, że można to rozwinąć: nie poznałem w życiu człowieka tak oddanego temu, co robił, oraz z tak wyjątkowym podejściem do młodzieży. Jeśli kiedyś uda mi się choćby zobaczyć Twoje plecy z oddali — w tych Twoich życiowych dyscyplinach — uznam to za jeden z większych sukcesów mojego życia.

To zabawne, bo wiele razy, opowiadając znajomym — zwłaszcza tym, którzy nigdy nie byli w obserwatorium — o Tobie i o Twoim wręcz legendarnym gawędziarstwie, które dziś jest już rzadko spotykane, słyszałem od kilku osób coś w stylu: „Ale ja przecież poznałem taką osobę na Lubomirze. Jest tam taki siwy Pan w okularach, z brodą, który potrafi opowiadać tak, że można go słuchać godzinami.” Zapewne wyobrażasz sobie moje rozbawienie, kiedy tłumaczyłem, że osoba, o której mówię ja, i osoba, o której mówią oni, to w rzeczywistości ta sama osoba.

Chciałem też wreszcie podziękować Ci za kilka rzeczy, za które nigdy nie miałem okazji. Zawsze — nieważne, czy miałem 14 lat i większość tego, co robiłem na zajęciach, niewiele miała wspólnego z astronomią, czy kiedy miałem prawie 30 i wpadałem czasem do MOA, żeby po prostu pogadać — widziałeś przede wszystkim człowieka. I zawsze miałeś czas i cierpliwość, żeby mnie wysłuchać.

Drugą rzeczą, za którą nigdy Ci nie podziękowałem, a która zawsze mnie fascynowała, był sposób, w jaki potrafiłeś z nawet najbardziej niesfornych wychowanków wydobyć ich najlepsze cechy — mimo że oni sami często bronili się rękami i nogami. Na razie nie chcę jeszcze wiedzieć, jak to robiłeś — może odkryję to sam, a może będzie okazja, żeby Cię o to kiedyś zapytać.

Pierwszą myślą, jaka pojawiła się w mojej głowie, gdy przeczytałem, że nie ma Cię już z nami, była scena z filmu Ostatni Samuraj, w której jeden przyjaciel mówi do drugiego, umierającego: „Będzie mi brakowało naszych konwersacji.” Idąc tym tropem — będzie mi bardzo brakowało naszych rozmów, Grzesiu.

Na koniec chciałem Ci zadedykować fragment mojej ukochanej piosenki:

Będę cię pamiętać
Bez względu na to, dokąd zaprowadzą nas nasze drogi.
I nawet gdy wspomnienia umkną,
Czas cię wystawi na próbę — nie pozwolę Ci zblaknąć.
Let You Fade — Linkin Park

Do zobaczenia wśród gwiazd, Mistrzu.
P.

Karolina Koprynia (w MOA od 2008):
Drogi Grzegorzu.
Zawsze wydawałeś mi się nieśmiertelny. Twoja energia, tempo życia, sposób bycia – absolutnie nic nie wskazywało na to, że cokolwiek mogłoby cię zatrzymać. A już na pewno nie śmierć.
Nie wiem nawet, ile to lat minęło od naszego pierwszego spotkania. Siedemnaście? Osiemnaście? To był ten wyjazd młodzieżowy do Roztok, niemal za darmo, w ramach popularyzacji astronomii. Gdzie ja i astronomia? Wtedy, pytana o baton nazwany jak planeta, powiedziałabym „Miky Way”. A jednak jednym weekendem zachęciłeś mnie ze swoją ekipą do odkrywania tego, czego nie widać gołym okiem.
Zgromadziłeś nas wokół siebie, dając nam przestrzeń do rozwoju, do nauki, do szaleństw i eksperymentowania — równocześnie sprytnie wciskając nam w każdą wolną szczelinę mózgu wiedzę o niebie i o ziemi. Robiłeś to tak naturalnie, tak szczerze i tak dobrze, że po prostu nie dało się czegoś nie nauczyć. W każdym widziałeś potencjał. Nawet mnie namówiłeś kiedyś na referat o perłach Messiera — choć to było pewnie jedno z najbardziej amatorskich opracowań, jakie kiedykolwiek czytałeś.
Na wycieczkach pieszych znikałeś nam z oczu, zostawiając nas daleko w tyle. Tolerowałeś nasze głośne granie w mafię i psychologa, a po obserwacjach pozwalałeś nam korzystać z planetarium… do karaoke.
Tych czasów nie zapomnę.
Nie zapomnę pierwszego zdjęcia Księżyca, które zrobiłam, obrobiłam i wrzuciłam na blog — nasz blog, który stał się też twoim pamiętnikiem obserwacji.
Nie zapomnę jak zabrałeś nas na oglądanie Perseidów, gdy pod mazurskim niebem, wymyślaliśmy życzenia na siłę, bo spadało ich tak wiele.
Nie zapomnę, jak przecinałeś niebo zielonym laserem, opowiadając o tańcu gwiazd.
Nie zapomnę zaćmień Słońca i Księżyca, pokazów w planetarium, przysypiania przy Jean-Michelu Jarre
Nie zapomnę jak wygląda czteroramienna galaktyka spiralna z poprzeczką, kiedy zaraziłeś nas Galaxy Zoo.
Nie zapomnę, jak co roku z radością dawałeś się zamykać w kajdanki, kiedy „młodzież przejmowała władzę” na obozie.
Nie zapomnę, jak pofarbowałyśmy ci włosy na czarno i to na twoją osobistą prośbę.
Nie zapomnę starej świetlicy, ani tego, jak cieszyłeś się nowym planetarium i nowymi teleskopami.
Ale najbardziej nie zapomnę środowiska, jakie stworzyłeś.
Dla nas, młodych.
Chciałeś tylko dzielić się wiedzą, a tak naprawdę — budowałeś społeczność, o której trudno zapomnieć.
I za to jestem losowi wdzięczna najbardziej: że przyciągałeś do siebie ludzi, których mogę dziś nazwać przyjaciółmi. A właściwie — rodziną. Taką, którą sam stworzyłeś.
Nie wiem, kim byłabym dzisiaj, gdybym cię nie poznała. Bo wszystko, co najlepsze mnie teraz w życiu otacza, w jakiś pokręcony, nieoczywisty sposób wyrasta z tamtych astronomicznych zajęć.
Dlatego wiem, że nie zapomnę.
Bo ty tu nadal jesteś.
Dla każdego inaczej.
A dla mnie… jesteś tam, pośród Plejad.
To Ty sprawiłeś, że zawsze ich szukam.
Karolina ‘Prorok’ Koprynia, Jeden z twoich dinozaurów.

Magda Paruch (w MOA 2010-2014):
Kiedy mówię MOA, to myślę: Grzegorz i myślę: ludzie. Tak było 15 lat temu i będzie zawsze. Obecna sytuacja mocno nas poruszyła, ale czuję że przeżywamy to razem, jako grupa – grupa, którą to Ty stworzyłeś. Miałeś nieziemską moc przyciągania i zatrzymywania przy sobie ludzi. Ekipa zaciekawionych astronomią osób z różnych miast i środowisk szybko stała się paczką zżytych ze sobą przyjaciół, którzy spotykają się do dziś (nawet kilka małżeństw z tego wyszło :D).

Byłeś oryginałem, często wychodziłeś poza schematy. Bardzo to w Tobie lubiliśmy. Zawsze skromny, nie lubiący rozgłosu. Dziękuję za obozy w Lewałdzie, godziny rozmów – o astronomii, życiu, ale i o głupotach. Za Twój uśmiech, poczucie humoru i ciepło. Za cierpliwość. Za to, że byłeś dla nas wzorem i przyjacielem.

A okrzyk „Ta daam!” zawsze będzie kojarzył mi się z Tobą 😉

Można pisać dużo, ale tego nie oddadzą żadne słowa. Kto znał Grzegorza, ten wie.

Weronika Świętek (w MOA 2007-2011):
Trudno wypowiadać się na temat czegoś w co się nie wierzy, a ja nie wierzę, że Grzegorza już nie ma. Zawsze w ruchu, zawsze w działaniu. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że może kiedyś go zabraknąć.

Od kilku dni próbuję uporządkować myśli i przywołać wspomnienia od momentu, gdy się poznaliśmy. I za każdym razem jako pierwszy pojawia się ten sam obraz – Grzegorz z uniesioną w górę ręką, wołający radośnie: „Tadam!” – dający w ten sposób znak do dalszej drogi. Zdarzało się, że nawet będąc o dwóch kulach wyprzedzał nas wszystkich. Taki właśnie był: pełen energii, humoru, życzliwości i miłości do astronomii. Miłości, którą zarażał wszystkich swoich podopiecznych. Nigdy nie byłam szczególnie uzdolniona w tym kierunku, ale nawet mnie udało się zarazić. Zawsze, gdy spoglądam w niebo, pojawia się w moich myślach – i jestem pewna, że tak już pozostanie

Dla wielu z nas spotkanie z Grzegorzem było doświadczeniem, które miało ogromny wpływ na nasze życie i to, kim dziś jesteśmy. To on był naszym niestrudzonym spoiwem, tym, który potrafił nas wszystkich połączyć i inspirować do działania. Stworzył wokół wszystkich zajęć i wyjazdów niepowtarzalną, niesamowitą atmosferę, dla której człowiek zawsze chciał wracać. Zawsze będę z ciepłem wspominać nasze wspólne podróże do Rzeszowa – ja do pracy, Grzegorz na swoje zajęcia. To był prawdziwy zaszczyt być jego szoferem i towarzyszką wszystkich rozmów.

Z całego serca chciałabym mu podziękować – za to, że wierzył w ludzi, że dzielił się swoją pasją i dobrem, że potrafił zarażać entuzjazmem, że każdy mógł czuć się swobodnie w jego towarzystwie. W dużej mierze to dzięki niemu wielu z nas odnalazło swoją drogę i przyjaźnie, które trwają do dziś.

Będziemy o Tobie pamiętać, Grzegorzu. Będziemy tęsknić – za Twoim śmiechem, energią i obecnością. Po prostu – za Tobą.

Zofia Szczęsna (w MOA od około 2012-obecnie):
Wiadomość o tym, że odszedł Grzegorz Sęk wstrząsnęła mną bardzo mocno. Takie wiadomości zazwyczaj są niespodziewane, a jednak ta wydaje się być wyjątkowo nierealna.

Smutek jest ogromny, ale jeszcze większa chyba jest wdzięczność za to, że Grzegorz towarzyszył mi przez tak wiele lat. W jego środowisku byłam aberracją, a jednak zawsze traktował mnie poważnie i z szacunkiem. Jak nikt inny, przybliżył mi astronomię i wiele skomplikowanych zagadnień w ramach tej dziedziny.

Z jego pomocą zrobiłam dyplom magisterski na Wydziale Grafiki ASP w Krakowie inspirowany pulsarami, spędził ze mną niezliczone godziny w Obserwatorium, poza jego pensum dydaktycznym, poza godzinami pracy. Z czystej sympatii dzielił się ze mną swoją wiedzą i doświadczeniem i miał do mnie ogrom cierpliwości. Towarzyszył mi potem w wielu innych projektach, w tym w realizacji mojego doktoratu, który też realizowałam działając na styku sztuki i astronomii. Wspomagał studentów w ramach prowadzonych przeze mnie zajęć na ASP, był zawsze, kiedy go potrzebowałam. Nie zawiódł nigdy, i przy okazji każdej współpracy dawał z siebie wszystko.

Rok temu przygotował ze mną wystawę w Młodzieżowym Obserwatorium Astronomicznym w Niepołomicach. Na tym zdjęciu uwiecznione jest nasze spotkanie, kiedy zaczynaliśmy pracę nad tamtym projektem. Ani przez chwilę przez myśl mi nie przeszło, że to już nasze ostatnie wspólne przedsięwzięcie.

Marta Kotarba-Satora (w MOA od 2005):
Grzegorz,

Nie znam nikogo bardziej charyzmatycznego od Ciebie. W parze z wszechstronną wiedzą, Twoja pasja do astronomii przyciągała każdego, niezależnie od wieku, a zwłaszcza młodzież. Na mapie Polski mało jest miejsc, z których uczniowie nie byliby w MOA na Twojej prelekcji, lub w których Ty nie byłeś z prelekcją czy z wycieczka swoich uczniów. Dziś żegna Cię wiele środowisk astronomicznych, ale najbardziej uczniowie i „dinozaury”.

Zawdzięczam Ci kosmicznie dużo, natomiast najważniejsza rzeczą, jaką mnie nauczyłeś to to, że najważniejszy jest zawsze człowiek. Że obserwatorium to nie kopuła i teleskop, że szpital to nie sale operacyjne, a firma to nie biuro; ale zawsze astronom, chirurg, pracownik.
Dziękuję Ci też za grono „ludzi z MOA”, które zrzeszyłeś. Mam w śród nich wielu przyjaciół od lat.

I przez te 20 lat nie sposób tu wyminięć wszystkiego, najbardziej zapadły mi w pamięć:
te zajęcia piątkowe, na które czekałam cały tydzień,
obserwacje nocne i Słońca,
obozy, wykłady i pokazy,
każda OMSA i Catch a Star,
wycieczki… ogrom wyjazdów…
Mazury i góry,
Sudoku w TLK i szachy w Grenadzie,
Twój wieczny uśmiech i kiwaniem palcem gdy trzeba było,
że byleś Sigmą zanim to było modne,
i „o ludkowie”, i „tadaam!”,
i „wporzo”, i „spoko”,
i „chmurwy”,
no i te kawały… miałeś je na prawdę na każdą okazję.
Dziękuję Ci za to wszystko.
Będzie mi Ciebie brakować…

Marta

.

Szymon Ginda (w MOA 2007-2012):
Dziękuję bardzo jako wychowanek i wychowawca na obozach, za wszystko, czego mnie nauczyłeś swoją postawą, pasją, rozmowami, wykładami.
Mieliśmy się jeszcze spotkać, ale do tego nie doszło. To wielka szkoda, ponieważ tak bardzo ceniłem każde jedno spotkanie z Tobą!

Dodaj komentarz