Wakacyjne pogadanki w radiu RMF Classic – 25

Czwartek
24 lipca
Kolejna wakacyjna noc. Już za godzinę niebo sypnie jasnymi gwiazdami – wymienimy je jak leci – Wega, Arktur, Deneb, Altair, Kapella, wszystkie siedem tworzących asteryzm Wielkiego Wozu, Polarna, Spika, Antares, cztery najjaśniejsze z Kasjopei, sporo tego. W miarę pogłębiających się ciemności pojawiają się kolejne kropki, już bezimienne. Astronomowie mają swój sposób na oznaczanie poszczególnych obiektów tak, aby ich między sobą nie pomylić, a jest to ważne, ponieważ na pojedynczym zdjęciu z dużego teleskopu mogą być ich dziesiątki tysięcy. Ale dla amatorów posługiwanie się łatwymi do zapamiętania imionami własnymi jest wygodne. Przebiegnijmy zatem oczami cały nieboskłon korzystając z pobytu poza zaświetlonymi miastami, zatrzymując wzrok na paśmie Drogi Mlecznej. Pierwszym, który zobaczył coś, co jest dla nas oczywiste, był Galileusz. On to w swojej niedoskonałej bardzo lunecie zobaczył mrowie gwiazd, które dla naszego nieuzbrojonego oka zlewają się w słabą poświatę. Od tego czasu wiemy, że wraz ze Słońcem mieszkamy w gwiezdnym skupisku – wewnątrz takiej wyspy Wszechświata. A czy są jeszcze inne wyspy? Odpowiedź przyszła około sto lat temu w postaci wskazania, że galaktyka w Andromedzie, znana nam już jako Messier 31, jest właśnie taką wyspą. Tę akurat zobaczymy na własne oczy, ale wiemy także o setkach miliardów innych, których istnienie manifestuje się słabiutkimi plamkami na astronomicznych zdjęciach. Czy zatem Ziemia może być jedynym siedliskiem życia w tak bogatym Wszechświecie? To pytanie fundamentalne, ale kierowane nie tylko do astronomów. Ci z kolei budują coraz to większe instrumenty w nadziei wykrycia planety ziemiopodobnej. A nam, amatorom pozostaje przyglądanie się dziś właśnie Drodze Mlecznej, która w okolicy Łabędzia i Orła dzieli się na dwa pasma. Rzecz w tym, że widok na odległe rejony jest przysłaniany przez obłoki gazowe i pyłowe. Są one niezmiernie rzadkie, ale rozciągając się w przestrzeni skutecznie blokują dostęp do wielu miejsc położonych w płaszczyźnie Galaktyki. Nietrudno to sobie wyobrazić – przykładem niech będzie gęsty las. Stojąc wewnątrz możemy znaleźć miejsca, gdzie widok jest całkowicie zasłonięty przez napierające drzewa, ale zdarzają się i prześwity, w których da się dostrzec wioskowe zabudowania. Mocnym akcentem naszego dzisiejszego spotkania z gwiazdami może być – paradoksalnie – przywitanie planety Saturn, która jeszcze przed północą wychynie spod widnokręgu. Będzie jej wiernie towarzyszył satelita Tytan, ale bez lornetki się nie obejdzie. Na kolejną efektowną planetę poczekamy do drugiej nad ranem – ale warto, bowiem widok Wenus wschodzącej w towarzystwie Aldebarana jest tego wart. Jeszcze chwila i na jaśniejącej części nieba pojawi się król planet – Jowisz. Poświęcimy mu oddzielną opowieść, a może i dwie, a na razie delektujmy się samym widokiem wschodzącego słoneczka.

Dodaj komentarz